Człowiek człowiekowi konkurentem
„Bez wyjścia” (2025, reż. Park Chan-Wook)
W dzisiejszych czasach, kiedy przenieśliśmy środek ciężkości na dbanie o własny psychiczny dobrostan i zastanawiamy się nad tzw. work-life balance, być może zapomnieliśmy już, jak wielkim problemem bywa bezrobocie. Ja sam pamiętam jeszcze lata 90 i wczesne 2000. kiedy to bezrobocie było znacznie wyższe niż dziś, a by zarobić na życie trzeba było stać długie godziny w pośredniaku bądź wyjechać do Wielkiej Brytanii na słynny „zmywak”. Czasy te minęły, a my cieszymy się komfortem rynku pracownika i możliwościami, jakie on niesie. Czy jest ktoś, kogo nie niepokoi utrata pracy? Kimś takim był Yoo Man-su (Lee Byung-hun), główny bohater najnowszego filmu Parka Chan-Wooka „Bez wyjścia”.
„Naprawdę muszą Cię lubić, skoro przysłali Ci węgorza.”
„Bez wyjścia” rozpoczyna się idylliczną sceną. Jest ciepła jesień, a rodzina głównego bohatera spędza czas w ogródku ładnego domu. Man-su piecze na grillu węgorza, prezent od swoich pracodawców, firmy Solar Paper; jego młodsza córka ćwiczy grę na wiolonczeli, żona cieszy się z prezentu w postaci drogich butów do tańca. Man-su z radością ogłasza, że niczego mu w życiu nie brakuje.
Sielanka kończy się, kiedy traci pracę. Solar Paper został wykupiony przez Amerykanów, Ci zaś dokonują niezbędnych cięć. Życie Man-su z dnia na dzień obraca się o 180 stopni. Z zajmowanego kierowniczego stanowiska staje się pracownikiem supermarketu, bezskutecznie biegającym na kolejne spotkania o prace. Kiedy nad rodziną zaczyna krążyć widmo sprzedaży domu, rezygnacji z kolejnych wygód, a Man-su nadal zamykane są drzwi przed nosem, dochodzi do wniosku, że znajduje się w tytułowej sytuacji. Postanawia zatem zapewnić sobie stanowisko w prestiżowej firmie Moon Paper. Problem polega na tym, że jest już ono obsadzone, a nawet gdyby nie było, istnieje ryzyko, że znajdzie się na nie lepszy kandydat. Man-su postanawia zatem wyeliminować potencjalną konkurencje. Ze 100-procentową pewnością.
„Moja żona pracuje na pół etatu, wystawiliśmy dom na sprzedaż, anulowaliśmy Netflixa…”
Park ukazuje nam rozpad świata Man-su wywołaną utratą pracy. Widzimy, że chodzi o pewien etos pracy, tak charakterystyczny dla krajów azjatyckich, gdzie pracownicy poświęcają lwią część życia dla swojej pracy – utrata tak stałego elementu równać się może bez mała rozwodowi, czy wręcz utracie kogoś bliskiego. Man-su podjął się pracy jednocześnie studiując, ewidentnie wkładając mnóstwo wysiłku w karierę. Zostaje mu to odebrane: widzi jak jego żona musi podjąć się pracy, nad ukochaną córką wisi groźba przerwania lekcji muzyki, ukochane psy zostają oddane pod opiekę teściów, a rodzina musi nawet zrezygnować z tak trywialnych, a jednocześnie podstawowych rzeczy jak mięso czy Netflix. Park znakomicie tworzy wrażenie równi pochyłej, nieuchronnego staczania się z wysokiego poziomu życia, do którego bohaterowie przywykli, wiążącego się z upokorzeniem, i w szczególności dla Man-su, utratą dumy z bycia żywicielem rodziny.
Reżyser dotyka więc tu zagadnienia patriarchalnego systemu społecznego w Korei Południowej, w którym utrata pracy i źródła dochodu wiąże się dla mężczyzny z utratą męskości. Zwłaszcza, że przez niemal cały film wybrzmiewa napięcie między Man-su a jego małżonką, Lee Mi-ri (Son Ye-jin). Kiedy bowiem ta przyjmuje pracę higienistki w gabinecie dentystycznym, u Man-su zaczynają rodzić się podejrzenia o romans z pracodawcą, napędzane zagrożonym poczuciem męskości.
Z resztą, cała rodzina zaczyna boleśnie odczuwać zmiany, jakie niesie ich sytuacja, i to nie tylko pod względem finansowym. Man-su wdraża swój plan mordowania potencjalnej konkurencji na rynku pracy, a przybrany syn i żona odkrywają, co robi, jesteśmy świadkami wynaturzenia funkcji tej podstawowej komórki społecznej, która z bezpiecznej przestrzeni staje się miejscem sekretów, kłamstw i przerażającej świadomości, do czego w stanie posunąć się bliscy i pytań o to, jak sami byśmy na takie odkrycie zareagowali.
„Jestem bez wyjścia...”
Park pokazuje nam też szerszy aspekt szalejącego bezrobocia. Reżyser daje nam wgląd w życia kolejnych ofiar Man-su.
Pierwsza z nich, Goo Beom-mo (Lee Sung-min), po utracie pracy został alkoholikiem, żona, w oczach której stracił cały szacunek zdradza go, a on sam popada w desperację. Z kolei Ko Si-jo (Cha Seung-won), usiłuje wiązać koniec z końcem w mały sklepiku obuwniczym, płaszcząc się przed klientami aby zapewnić godną egzystencję swojej córce. Zaś kierownik linii produkcyjnej, którego stanowisko chce zająć Man-su, Choi Seon-chul (Park Hee-soon), choć prezentuje w mediach społecznościowych wizerunek odnoszącego sukcesy bogacza, to jest w rzeczywistości wypalonym wrakiem człowieka, doprowadzającym się do granic wytrzymałości ze strachu przed utratą pracy.
Istotne jest wspomnieć, jak swój plan Man-su wprowadza w życie. Otóż podając się za fikcyjną firmę papierniczą, gromadzi CV zgłaszających się i na podstawie ich kwalifikacji wyznacza cele do zlikwidowania. W jednej ze scen, główny bohater dzwoni nawet pod numer Beom-mo (oczywiście w ramach przygotowań do zabójstwa), a ten, z niemal absurdalnym poddaństwem spełnia prośby potencjalnego „pracodawcy”.
Oglądając „Bez wyjścia” zastanawiałem się nad alternatywną wersją tej historii. Czy Man-su rzeczywiście jest w sytuacji bez wyjścia? Z jego ofiarami łączy go wiele – utrata pracy, komplikacje w życiu rodzinnym, pragnienie zapewnienia bytu rodzinie, strach przed pogorszeniem poziomu życia, wreszcie, co wybrzmiewa szczególnie głośno, umiłowanie branży papierniczej, charakterystyczne dla specjalistów w tym fachu, zdolnych rozpoznawać rodzaje papieru na pierwszy rzut oka (tu Park dodaje kolejny osobisty tragiczny wymiar historii – bohaterowie tak bardzo przywiązani są do swojego zawodu, że nie chcą za nic spróbować szczęścia w innych przedsięwzięciach).
Czy nie mogli by razem otworzyć własnej firmy? Spróbować stworzyć coś od podstaw, coś własnego, wspólnymi siłami? Park ukazuje jednak Man-su jako ofiarę systemu, który skonstruowany jest tak, że drugiego człowieka postrzega się nie jako istotę ludzką, ale konkurencję. Nie potencjalnego współpracownika, ale przeszkodę, którą należy wyeliminować. Człowiek człowiekowi wilkiem.
Film Parka to druga już adaptacja powieści Donalda Westlake’a „Ostre cięcia” z 1997 roku. Książkowy pierwowzór dotykał machinacji wielkich korporacji (dziś będących już standardem), dla których masowa redukcja zatrudnienia była okazją do zwyżkowania na giełdzie. Pierwsza adaptacja w reżyserii Costy-Gavrasa z kolei wychwytywała strach przed outsourcingiem. W filmie Parka głównemu bohaterowi udaje się dostać wymarzoną posadę. Niekoniecznie jednak dlatego, że jego plan się powiódł. Okazuje się bowiem, że sztuczna inteligencja, wykorzystana przez Moon Paper, uczyniła zbędnymi wszystkie stanowiska oprócz jednego. Nie musimy się bać konkurencji, zdaje się mówić Park. Technologiczna rewolucja, u progu której stoimy, i której skutki niektórzy już boleśnie odczuwają, sama wyeliminuje niepotrzebnych.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz